Nowy Jork - km bez zmian, zwiedzamy

20.07.2011

Zwiedzamy na potęgę. Broker nas olewa więc spełniamy się jako turyści miejscy. W dodatku pieszo! Żartujemy z siebie nawzajem, ale oczywiście Nowy Jork jest wart co najmniej dwóch tygodni intensywnego łażenia. No może nie w lipcu...
W podgrupach kręciliśmy się po Manhattanie i okolicach. Ala z mężczyzną uważanym od zawsze za jej męża zrobili kilkanaście kilometrów w Central Parku. Ala była zdegustowana zdegustowanymi spojrzeniami Nowojorczyków na jej papierosa. Z małym opóźnieniem dowiedziała się, że w tutejszych parkach palić nie wolno wcale... O dziwo nie zmniejszyło to wcale frekwencji. Prezes gdy zobaczył jaka jest kolejka do statku płynącego pod Statuę Wolności wytłumaczył kolegom, że promem na Staten Island też się płynie bombowo. Uwierzyli i na wieżowce sobie z pokładu popatrzyli. Skuteczny ponarzekał na zbyt cienki i wąski amerykański papier toaletowy. Obieżyświat tymczasem spotkał się z żoną – miał ich kilka, to i co rusz jakąś spotyka. Przy okazji przedstawił ekipie swą córkę Olę. Żony świnia nie przedstawił.
Wieczór więc uczciliśmy razem z Olą argentyńskimi stekami w brazylijskiej restauracji na 46 St. Do łóżek wróciliśmy po północy, czyli po szóstej rano polskiego czasu. Przyśnią nam się nasze samochody.